„Nie ma kryzysu, jest
tylko ujemny wzrost gospodarczy”
Propaganda sukcesu z czasów tow. Gierka mało różniła się od dzisiejszego
euroentuzjazmu i rzekomej „zielonej wyspy” (w sensie, że globalny kryzys nas
omija dzięki świetnej kondycji polskiej gospodarki – zdaje się, że takie mniej
więcej tezy dominują w oficjalnym przekazie medialnym). W latach ’70 XX wieku można
było dowiedzieć się z gazet i telewizji, że Polska (Rzeczpospolita Ludowa, w
skrócie: „PRL”) jest w pierwszej dziesiątce najszybciej rozwijających się
krajów świata, a konkretnie – że jest na siódmym miejscu – globalnie (!).
Dzieci uczyły się o tym w szkole, a większość dostępnych źródeł, włącznie z
Rocznikiem Statystycznym i tabelami GUS, potwierdzało te informacje.
Polska była „bezpieczna” w oparciu o „niewzruszony sojusz ze Związkiem
Radzieckim” i „bratnimi narodami obozu socjalistycznego”. Rzeczywisty poziom
tego „bezpieczeństwa” ujawnił płk R. Kukliński: radzieckie plany inwazji na
Zachód zakładały, że po rozpoczęciu ofensywy na teren Polski spadłoby nie mniej
niż 400 głowic jądrowych, zamieniając kraj w radioaktywną pustynię. Z tego
właśnie względu Kukliński zdecydował się na współpracę z CIA. Pozostałym
oficerom Ludowego Wojska Polskiego wiedza ta w niczym nie przeszkadzała,
szczególnie w korzystaniu z uprzywilejowanej pozycji w socjalistycznym
społeczeństwie.
Co więcej, w dzisiejszej Polsce Ryszard Kukliński uchodzi za postać co
najwyżej „kontrowersyjną”, czyli taką, która nie wiadomo czy postępowała
dobrze, czy źle. Za to generał Jaruzelski nazywany jest „człowiekiem honoru”
(A. Michnik) albo, co najwyżej, „postacią tragiczną” (bp Pieronek, prof.
J:Staniszkis). Zamęt etyczny i światopoglądowy nasilił się w Polsce szczególnie
od czasu przystąpienia do Unii Europejskiej, ale to temat na osobny artykuł, a
raczej na wielotomową pracę książkową. Natomiast zapewnienia o
„bezpieczeństwie” pozostały te same co dawniej, mimo praktycznego braku zdolnej
do działania armii http://wiadomosci.onet.pl/kraj/polska-armia-nadaje-sie-tylko-na-defilade/ycwwe8.
„Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej” – wszystkie wyrażenia w
cudzysłowach to dosłowne cytaty z publikacji prasowych, książkowych, programów
telewizyjnych i radiowych z lat ’70 i ‘80. Dzisiejsza rzeczywistość medialna
wykazuje podobną jednorodność przekazu, mimo „wolnego rynku” mediów w „wolnej
Polsce” (co charakterystyczne, wyrażenie „wolna Polska”, odmieniane na różne
sposoby, pojawiało się w każdym wystąpieniu publicznym prezydenta RP w czasie
prezydentury B. Komorowskiego. Dosłownie w każdym. Jeśli ktoś chce, może
przeanalizować i sprawdzić).
Wątek polityczny pojawia się w tym tekście dlatego, że decyzje i wybory
polityczne leżą u podstaw sytuacji ekonomicznej. Są także przez tę sytuację
warunkowane. Być może atrakcyjna jest wiara, że politykę można usunąć z
ekonomii i zostawić tylko „wolną rękę rynku” i „ciepłą wodę w kranie”, ale w
takie rzeczy mogą uwierzyć tylko małe dzieci albo wyborcy byłego premiera
Tuska, który w nagrodę za polityczne i ekonomiczne wyniki swej działalności w
Polsce otrzymał „awans” na „króla Europy”, jak pisała o nim Gazeta Wyborcza (to
nie żart; naprawdę tak pisali http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/tak-mieszka-prezydent-europy-donald-tusk/05j0nw6).
„Wolność” krajowego rynku medialnego w praktyce wygląda tak, że dominują na
nim media lewicowe, skupione bądź wokół medialnej grupy Agora (założonej przez
A. Michnika wspólnie z kilkorgiem innych potomków działaczy dawnej KPP), bądź w
rękach niemieckich koncernów wydawniczych http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/media-w-polsce-do-kogo-nalezy-prasa-,138,0,1988746.html. Spółka Agora powstała w oparciu o pieniądze z
Zachodu, przeznaczone na wspieranie NSZZ „Solidarność”.
Wspomniana KPP, czyli Komunistyczna Partia Polski, była organizacją
zdelegalizowaną w dwudziestoleciu międzywojennym za działania przeciwko
niepodległości Polski http://wpolityce.pl/polityka/183496-zebrowski-gdy-w-1989-powstala-oslawiona-gazeta-to-miala-okreslony-sklad-redakcyjny-michnik-luczywo-krzemien-wspolnym-mianownikiem-byly-kpp-owskie-korzenie-ich-rodzin.
Gazeta Wyborcza i pokrewne jej media gorliwie wspierają coraz ściślejszą
zależność Polski od instytucji unijnych, w każdym możliwym aspekcie. Co
ciekawe, chór entuzjastów UE stosuje argumentację bardzo przypominającą tę,
która używana była niegdyś do uzasadniania istnienia tworu pt. „PRL”: że Polska
pod rządami komunistów dynamicznie się rozwija, że są nowe drogi i mosty, czyli
infrastruktura, inwestycje, możliwości kształcenia, dosłownie wszystko. A
przede wszystkim – rośnie PKB i doganiamy Zachód.
Różnią się pewne szczegóły. Z PRL w zasadzie nie dało się wyjechać (jeśli
chciało się zamieszkać za granicą, trzeba było uciec), natomiast z III RP
łatwiej wyjechać niż zostać. Szczególnie gdy jest się człowiekiem młodym i
wykształconym, albo mającym dobry zawód. Mimo radośnie rosnącego PKB i
propagandy „zielonej wyspy”, tylko w ciągu pierwszego dziesięciolecia
członkostwa w UE wyjechało z Polski 2,5 mln osób http://stat.gov.pl/download/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5471/11/1/1/szacunek_emigracji_z_polski_w_latach_2004-2014.pdf, i to jedynie wg oficjalnych danych GUS. Wypada
zrobić tu zastrzeżenie, że metodyka zbierania tych danych nie jest doskonała.
Ale kto mieszkał za granicą dłużej niż rok, najlepiej w jednym mieście, ten
wie, że wzrastająca liczba napływających do danego miasta Polaków daje się
zauważyć bez żadnej specjalnej metodyki.
Pod pewnymi względami skala i struktura emigracji ekonomicznej jest
wskaźnikiem lepszym niż PKB (który wzrósłby także wtedy, gdyby polski rząd
rozpoczął budowę piramid egipskich lub czegoś równie drogiego i niepotrzebnego,
np. za pożyczone pieniądze). Niezłym wskaźnikiem wydaje się także dzietność,
która w dzisiejszej Polsce wygląda katastrofalnie. Przyjmuje się, że
współczynnik dzietności zapewniający zastępowalność pokoleń wynosi około 2,1. W
Polsce na jedną kobietę rodzi się 1,33 dziecka (dane za ubiegły rok). Jesteśmy
jednym z najmniej dzietnych państw na całym świecie https://www.wprost.pl/523361/Najnowsze-dane-Poziom-dzietnosci-w-Polsce-dramatycznie-niski.
Nawet, jeśli porównywać poziom życia między państwami UE w oparciu o
produkt krajowy brutto (PKB) na mieszkańca, to ten podstawowy wskaźnik niewiele
mówi o rozkładzie dochodów w obrębie jednego państwa i nie dostarcza informacji
na temat czynników niemonetarnych, które mogą znacząco wpływać na jakość życia
danej populacji. Zastosowanie PKB nie odzwierciedla faktu, że nie cały
wypracowany produkt krajowy trafia do obywateli w postaci bezpośredniej (pensje
– w Polsce niskie, stąd rozwój outsourcingu w różnych dziedzinach) lub
pośredniej (świadczenia, zasiłki itp. – także niskie), bo część PKB
transferowana jest w formie zysków za granicę. Dlatego lepszym wskaźnikiem jest
PNB (produkt narodowy brutto), nie uwzględniający dochodów obcych firm
działających w kraju http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gospodarka/30188,iluzja-sukcesu-gospodarczego.html.
W gruncie rzeczy PNB także nie jest wskaźnikiem miarodajnym, ponieważ z
definicji dotyczy „podmiotów z danego kraju”. Osobą (prawną) jest więc także
polski oddział zagranicznej firmy, więc zagraniczny producent również występuje
w statystykach jako polski podmiot. Zależności pomiędzy państwami nie pozwalają
na rzeczywiste oszacowanie, jaki kapitał jest tak na prawdę polski, a jaki
zagraniczny. Oficjalnie, więc na skutek obecności obcych inwestorów „tracimy”
niecałe 3,0% rocznie, choć tak na prawdę ten odsetek może równie dobrze wynosić
kilkadziesiąt procent http://fairvalue.com.pl/finanse/ile-polski-rozkrada-zagranica/.
Wśród wskaźników sytuacji ekonomicznej i socjalnej należy uwzględnić także
bezrobocie, jednak ocena tego zjawiska może się okazać równie myląca, jak
wzrost PKB. W polskich mediach spotyka się głównie dane tzw. bezrobocia
rejestrowanego. Od połowy 2004 r. stopa bezrobocia stopniowo malała, ale
jednocześnie coraz bardziej wyraźny był rozdźwięk pomiędzy liczbą bezrobotnych
zarejestrowanych w urzędach pracy, a liczbą osób pozostających bez pracy według
BAEL (statystyka uznająca za bezrobotnych tylko tych, którzy pracują wg własnej
deklaracji mniej, niż 2 godziny w tygodniu) http://rynekpracy.org/x/566379. Powyższe dane mogą prowadzić do wniosku, że sytuacja w Polsce nie jest
może dobra, ale jest stabilna. Jednak stopa bezrobocia jest ilorazem liczby
osób bezrobotnych i tzw. zasobu siły roboczej, a w Polsce zmniejsza się zarówno
licznik tego ilorazu (liczba osób bezrobotnych), jak mianownik (cały zasób siły
roboczej), z powodu starzenia się społeczeństwa i licznej emigracji zarobkowej.
Jakość wykształcenia może z litości pomińmy, skoro dwie najlepsze polskie
uczelnie (Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski) znalazły się
zaledwie w pierwszej pięćsetce najlepszych szkół wyższych na świecie http://kariera.forbes.pl/najlepsze-uczelnie-swiata-2015-ranking-cwur,artykuly,197237,1,1.html (a wg brytyjskiego „Światowego Rankingu
Uniwersytetów 2015-2016" – poza pierwszą pięćsetką http://www.regiopraca.pl/portal/rynek-pracy/edukacja/wsrod-najlepszych-pieciuset-uniwersytetow-na-swiecie-nie-ma-polskiej-uczelni). Jeśli chcielibyśmy znaleźć dwie ważne
dziedziny, w których członkostwo w Unii zdecydowanie nie pomogło Polsce,
ponieważ wyraźnie odstają one od poziomu zamożniejszych krajów UE, byłyby to z
pewnością edukacja i ochrona zdrowia.
Zajmijmy się inwestycjami, bo to właśnie inwestycje jako pierwsze
przychodzą na myśli, kiedy szuka się pozytywnych stron obecności Polski w
strukturach UE. Nowe inwestycje okazały się bardzo wdzięcznym polem wszelkiego
rodzaju marnotrawstwa i nadużyć http://ryfinski.blog.pl/tag/przeplacone-inwestycje/, http://biznesalert.pl/opara-przeplacone-inwestycje-platformy/, http://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna,stadion-narodowy-w-warszawie-przeplacony-o-prawie-pol-miliarda,artykul,463304,1,279.html. Tymczasem dawne inwestycje, szczególnie zakłady
przemysłowe, będące w swoim czasie dumą socjalizmu, przestały istnieć – także
„dzięki” UE.
Pozamykano stocznie http://fundacja.lexnostra.pl/jak-doprowadzono-do-upadku-stoczni-szczecinskiej/ i kopalnie http://slaskie.naszemiasto.pl/artykul/likwidacja-czterech-kopaln-kompanii-weglowej-rzad-przyjal,2693924,artgal,t,id,tm.html. W sprawie kopalń węgla kamiennego Unia
Europejska zapowiedziała nawet pomoc, z tym że dla jej uzyskania konieczna jest
wcześniejsza… likwidacja kopalń http://www.polskieradio.pl/42/3167/Artykul/1362257,Kopalnie-Kompanii-Weglowej-i-tak-do-likwidacji-To-warunek-pomocy-z-UE.
W sprawie upadłych polskich stoczni można się długo (i bezskutecznie)
zastanawiać jak to jest, że stocznia gdańska została postawiona w stan
upadłości decyzją unijnego komisarza, nakazującą zwrot wsparcia udzielonego
przez polski rząd, a stocznie niemieckie w analogicznej sytuacji odwołały się
od decyzji UE i działają nadal, po przejęciu udziału w rynku, który wcześniej
należał do stoczni polskich http://www.bankier.pl/wiadomosc/Dlaczego-Niemcy-mogli-pomoc-stoczniom-2870228.html.
Wcześniejsze wzmianki nt. niektórych postaci krajowej sceny politycznej
mogłyby sugerować, że za tak spektakularne „sukcesy” odpowiada konkretna opcja
polityczna. Najprawdopodobniej tak nie jest. „Sukcesy” te odnosiło bowiem wiele
ekip rządzących, jak wyszczególnia tekst posła A. Słomki (ani z PO, ani z PiS)
z 2013 r. http://wpolityce.pl/polityka/149300-restrukturyzacje-przez-likwidacje-niemieckie-stocznie-przejely-rynek-na-ktorym-polskie-stocznie-podejmowaly-udana-konkurencje. Trwają po prostu „rządy unijne”.
Widać te rządy w każdej dziedzinie, choćby w energetyce. Polska pomaga
utrzymywać reżim Putina, płacąc Rosji za gaz najwięcej w Europie http://www.platforma.org/forum/index.php?/topic/44836-ile-p%C5%82aci-europa-za-rosyjski-gaz/. Członkostwo w UE oznacza także dopłaty do emisji
CO2, http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/backloading-uderzy-w-polske/, zmienione zresztą z niekorzystnych na jeszcze bardziej
niekorzystne w 2008 r., na własne życzenie polskiego rządu.
Jednocześnie od kilkunastu lat trwa w Polsce kampania medialna na rzecz
budowy elektrowni atomowych http://biznes.trojmiasto.pl/PGE-rozpisze-miliardowe-przetargi-na-budowe-elektrowni-jadrowej-n94849.html, http://biznes.onet.pl/wiadomosci/energetyka/tchorzewski-nie-wycofujemy-sie-z-planow-budowy-elektrowni-atomowej/qvxb9t, których na Zachodzie nikt już nie chce http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1405955,Niemcy-wicekanclerz-ostrzega-Polske-elektrownie-atomowe-sa-najdrozsze. Skąd więc ta kampania? Może stąd, że atomowi
lobbyści działający w Polsce dysponują rocznym budżetem ok. 20 mln złotych.
Dziesięciokrotnie większym, niż Polska Agencja Atomistyki.
Wracając do porównania obecnej rzeczywistości z tamtą, z przełomu lat ’70 i
’80 ubiegłego wieku, nasuwa się refleksja że, podobnie jak wówczas, także
dzisiaj o sprawach Polski decydują ludzie nie wybierani przez Polaków. Niegdyś
było to tzw. Biuro Polityczne i członkowie aparatu partyjnego ZSRR – państwa,
któremu Polska była całkowicie podporządkowana – gospodarczo, politycznie i
militarnie, obecnie zaś ich rolę przejęli urzędnicy Komisji Europejskiej,
których także nikt nie wybrał w wolnych, demokratycznych wyborach, a na pewno
nie w Polsce.
Filip Adwent, lekarz i europarlamentarzysta urodzony w Strasburgu, w 2002
r. wydał książkę pt. „Dlaczego Unia Europejska jest zgubą dla Polski”. Kładł w
niej nacisk na odróżnianie pojęć: „Unia Europejska” i „zjednoczona Europa”. Książka
pokazuje, na czym polega utrata suwerenności po wstąpieniu do Unii Europejskiej
http://nanophysics.pl/3books/Books/zguba_dla_Polski.pdf. Dzieje się to nie w drodze formalnej deklaracji,
lecz na mocy zmiany obiektywnych stosunków prawnych. F. Adwent wskazywał na
zagrożenia związane ze wstąpieniem Polski do UE, odbierał z tego powodu liczne anonimy
i pogróżki. Zmarł 26 czerwca 2005 r. pod Grójcem w wypadku samochodowym, do
którego doszło w niewyjaśnionych okolicznościach.
Procesy zaistniałe w „wolnej Polsce” w ostatnim dwudziestopięcioleciu, które
miały rzekomo zmierzać do odpolitycznienia instytucji państwowych i poprawy sytuacji
ekonomicznej, zostały syntetycznie opisane w pracy zbiorowej pt. „Wygaszanie
Polski 1989-2015” (wydawnictwo Biały Kruk) https://ewastankiewicz.wordpress.com/2015/03/10/wygaszanie-polski-1989-2015-ksiazka-nieprzyjemna/. Skutki gospodarcze i polityczne dziesięciu lat
członkostwa Polski w Unii Europejskiej bardziej obszernie omawia publikacja
autorstwa Edwarda Siarki www.edwardsiarka.pl/_plik/2TUQETWGjPTHq51AOXJZ.html, stawiająca tezy dokładnie przeciwne do
optymistycznego raportu rządowego, opracowanego w tym samym czasie.
W czym więc rzeczywiście pomogła Polsce Unia Europejska? Z pewnością w
szybkim pozbyciu się środków produkcji, w tym znanych marek handlowych, które w
każdym kraju byłyby dumą gospodarki http://www.madeinpolska.net/firmy-wyprzedane/. To samo dotyczy większości przemysłu ciężkiego. Wszak
jeszcze w 1987 r., podczas wiedeńskiego spotkania ministrów spraw zagranicznych
OBWE, sowiecki minister Edward Szewardnadze na pytanie o stosunek Sowietów do
zjednoczenia Niemiec odpowiedział, że ZSRR nie ma żadnych zastrzeżeń a tylko
jeden warunek – że między zjednoczonymi Niemcami a Sojuzem będzie ustanowiona
strefa buforowa, tzn. obszar rozbrojony i pozbawiony przemysłu ciężkiego http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieton/88895,najgorsze-warianty.html. Tak się zaś składa, że między Niemcami a ZSRR
(czyli Rosją) leży Polska.
Nawiasem mówiąc, polska granica z Rosją jest stale otwarta na odcinku ok.
100 km (chodzi o granicę z tzw. obwodem kaliningradzkim, którą od strony rosyjskiej
przekracza kto chce i z czym chce http://bezdekretu.blogspot.com/2014/05/trzeba-zamknac-granice-z-kaliningradem.html). Unia Europejska aktywnie pomaga Polsce także w
przyjmowaniu nieokreślonej liczby niezidentyfikowanych imigrantów z krajów
arabskich, ale na pewno nie w przyjęciu setek tysięcy Polaków pozostałych na
Wschodzie po „zmianie granic” w wyniku II wojny światowej, czyli po utracie
przez Polskę 2/3 przedwojennego terytorium. W tej drugiej sprawie nie dzieje
się nic, chociaż już w 2010 r. pod projektem ustawy repatriacyjnej autorstwa M.
Płażyńskiego zebrano 215 tysięcy podpisów. Za to w kwestii rozmieszczenia w
Polsce muzułmańskich uchodźców ciągle dzieje się coś nowego http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1509225,UE-przeglosowala-decyzje-o-podziale-imigrantow-Polska-cofnela-swoj-sprzeciw.