sobota, 14 listopada 2015

“Boże, coś Polskę” - Cz. 1


Pieśń "Boże, coś Polskę" ma niemal dwieście lat i nadal wzbudza emocje, podobnie jak w XIX wieku. Pieśń powstała w 1816 r. Rok wcześniej skończył się Kongres Wiedeński, którego jednym z postanowień było utworzenie kadłubowego państwa polskiego, nazwanego Królestwem Polskim (inaczej "Kogresowym").

Królestwo to było de facto prowincją Rosji. Powstało z ziem zagarniętych wcześniej przez Rosję w drodze rozbiorów i pozostawało związane z Rosją unią personalną (car Aleksander I występował równocześnie jako król Polski). Znalazł się Polak który, dla "uczczenia" pierwszej rocznicy tego faktu, napisał wiernopoddańczy "Hymn na rocznicę ogłoszenia Królestwa Polskiego", czyli pierwowzór pieśni "Boże, coś Polskę". Muzykę do pierwotnego tekstu skomponował Jan Nepomucen Kaszewski, podporucznik piechoty i skrzypek-wirtuoz.

Nowa pieśń, zawierająca słowa “Przed twe ołtarze zanosim błaganie, naszego Króla zachowaj nam Panie!” nie zdobyła większego uznania, ponieważ doskonale było wiadomo, że rzekomy “nasz Król” oznacza w rzeczywistości rosyjskiego cara. Niewielu Polakom taki tekst przechodził przez gardło, toteż zaczęły powstawać wersje alternatywne. W czasie Powstania Listopadowego upowszechnia się tekst anonimowego twórcy, który zmienia refren na: “Naszą Ojczyznę racz nam wrócić, Panie”.

Pieśń z nowymi słowami tak się rozprzestrzenia, że uzyskuje status hymnu narodowego. Władze rosyjskie wydają zakaz jej wykonywania, powszechnie ignorowany. W trzydziestą rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego, przed kościołem Karmelitów w Warszawie, student Szkoły Sztuk Pięknych Karol Nowakowski donośnym głosem intonuje "Boże, coś Polskę", po raz pierwszy publicznie śpiewając zmienioną wersję ostatniego wersu refrenu: “Ojczyznę, wolność, racz nam wrócić Panie”.

Odtąd "Boże, coś Polskę" wykonywano już bez większych zmian. Pieśń w tej wersji, najbardziej umocnionej w tradycji, towarzyszyła Polakom w Powstaniu Styczniowym 1863 r. i później, aż do odzyskania niepodległości w 1918 r. Pieśń ta przywiodła Polskę ku wolności. 11 listopada 1918 r. tłum, śpiewając właśnie tę pieśń, zapłakał ze wzruszenia przy słowach: “Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”.

Słowa “Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie” zaśpiewano po raz pierwszy dopiero w wolnej Polsce. Słowa te brzmiały tak długo, jak międzywojenna niepodległość, niecałe dwadzieścia lat. Koniec II wojny światowej nie przyniósł Polsce wolności. Powstała PRL, marionetkowe państwo komunistyczne, znów okrojone terytorialnie (przesunięcie granic na zachód, kosztem Rzeszy niemieckiej, nie równoważyło utraty Kresów, na których pozostały miliony Polaków i najpiękniejsze miasta Rzeczypospolitej: Lwów i Wilno) i znów podporządkowane Rosji (Związkowi Socjalistycznych Republik Sowieckich).

W okresie PRL (Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej) tradycyjny tekst "Boże, coś Polskę" sprzed 1918 r. podlegał cenzurze, zupełnie jak w czasach carskich. "Władza ludowa" za pośrednictwem swych funkcjonariuszy i konfidentów pilnie rejestrowała informacje o osobach, które ośmielały się śpiewać “Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Mimo to właśnie tę wersję śpiewano najchętniej, szczególnie w kościołach, ponieważ przestrzeń publiczna poza Kościołem była kontrolowana przez komunistyczną władzę, obcą i wrogą zarówno Kościołowi, jak narodowi.

Podczas pierwszej wizyty Jana Pawła II w Polsce, w czerwcu 1979 r., z przejęciem obserwowano Papieża podczas śpiewu "Boże, coś Polskę". Wpatrywali się w niego zarówno wierni, jak agenci i funkcjonariusze reżymu. Wszyscy chcieli zobaczyć jaką wersję tekstu wybierze. Jan Paweł II lubił śpiewać i słynął z zamiłowania do polskich pieśni, ale tej jednej nie śpiewał. Nie zamierzał dawać władzy i uległym jej dziennikarzom (a wszyscy byli ulegli, inaczej nie mogliby być dziennikarzami) pretekstu do ataków, ponieważ publiczny śpiew “Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie” był równoznaczny ze stwierdzeniem stanu braku wolności w Polsce, czyli ze sprzeciwem wobec partyjnej władzy.

Nowe władze, wybrane w 1989 r. po "Okrągłym Stole" (częściowo przez naród, a częściowo przez poprzednie władze komunistyczne, aby mogły one zachować pełną kontrolę nad gospodarką, polityką zagraniczną i wewnętrzną oraz mediami), stwarzały pozory w pełni demokratycznego ustroju, swobód obywatelskich i niezawisłości państwa. Zaczęto śpiewać “Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”. Wkrótce jednak ten śpiew zaczął zamierać na ustach. "Okrągły Stół" okazał się mistyfikacją, a zdyskredytowani członkowie komunistycznego aparatu władzy - najlepiej urządzonymi ludźmi w nowej Polsce. Jednocześnie komunistyczni generałowie Kiszczak i Jaruzelski nie stali się "ludźmi honoru", którymi ogłaszał ich Adam Michnik. Słowa: “Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie” znów stały się źle widziane przez władzę i jej dziennikarzy.

Po katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r., kiedy w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach poniósł śmierć prezydent Lech Kaczyński, jego małżonka i dziewięćdziesięcioro czworo pozostałych członków polskiej delegacji, prezydentem został Bronisław Komorowski. Wygłosił on mowę w hołdzie ofiarom katastrofy podczas uroczystości żałobnych w Warszawie, na Placu Piłsudskiego. Wystąpienie było pozbawione wyrazu i spotkało się z chłodnym przyjęciem licznie zgromadzonego tłumu. Nowy prezydent twierdził, że "po 1989 r. odzyskaliśmy wolność", a po katastrofie smoleńskiej "państwo zdało egzamin". Przemówienie kończyło się słowami:Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”. Oklasków nie było.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz